W pierwszą niedzielę po Wielkanocy, 12 kwietnia w Niedzielę Przewodnią – na Bogusław  wrócą Niedźwiedzie. O godzinie 15.00 zostanie tam wystawione plenerowe widowisko przedstawiające tradycyjny pochód maszkar. W korowodzie, zgodnie z regionalną tradycją, udział wezmą m.in. niedźwiedź, chłopak prowadzący niedźwiedzia, baba, dziad, kominiarze, siwek-koń, diabeł czy grajkowie. W te role wcielą się mieszkańcy Ziemi Jarocińskiej. Dialogi przebierańców zdynamizowane zostaną przez odpowiednią oprawę scenograficzną, kostiumy, instrumenty muzyczne i rekwizyty. Całości dopełnią ludowa muzyka oraz przyśpiewki.

Głównym atutem widowiska ma być jej funkcja poznawcza, przekazanie i utrwalenie lokalnej tradycji. Barwny korowód wyruszy z targowiska przy ulicy Kasztanowej i przejdzie ulicą Do Zdroju na ulicę Bogusław.

Widowisko powstaje w ramach projektu realizowanego przez Muzeum Regionalne w Jarocinie wspólnie z Zespołem Folklorystyczny. „Snutki”. Zadanie uzyskało dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Gminy Jarocin.

***

Tradycja Niedźwiedzi była podtrzymywana jeszcze w drugiej połowie lat 60. XX wieku na Bogusławiu, dziś jednym z osiedli Jarocina, wcześniej wioski, włączonej w granice miasta w 1934 roku.  

Niedźwiedzie na Bogusławiu opisał w wydanej w 2022 roku książce „Bogusławskie zegary, czyli wspomnienia chłopoka z czworoka” Jerzy Borkiewicz, który w drugiej połowie lat 60. chodził jako Dziad, a razem z nim m. in. Baba (Karol Świątek),  Niedźwiedź (Marek Walczak), Pisarek (Roman Borkiewicz), Grajek (Szczepan Mielcarek), Prowadzący (Ireneusz Sobczak, Półtora Nieszczęścia (Marian Stróżyk). Wszyscy są widoczni na udostępnionych zdjęciach. Jedna z fotografii przedstawia Niedźwiedzie na Bogusławiu jeszcze z okresu dwudziestolecia międzywojennego lub pierwszych lat po zakończeniu II wojny światowej.   

Opis Niedźwiedzi na Bogusławiu we wspomnieniach Jerzego Borkiewicza: 

W południe zaczynało się główne przedstawienie. Udział biorą: Niedźwiydź, Prowodzuncy Niedźwiedzia, Dziod i Baba, Pisarek, Grojek, dwóch Kuminiorzy, Pótora Nieszczyńścio, Doktór, Żyd i Kuniarek. Ktoś ze starszych chłopów […] w szopie ubiyrali Niedźwiedzia. Okręcali go, wcześniej przygotowanymi, słomianymi powrozami, od stóp po szyję, na głowie osadzając ukształtowany z tego samego materiału szpiczasty czepiec. Prowadzuncy Niedźwiedzia niczym specjalnym się nie wyróżniał, ale przy pomocy łańcucha, na którym go prowadził i tęgiej loli, dominował nad Misiem całkowicie. (…)

W rolę Baby oczywiście wcielał się ktoś z chłopów; na tym polegała komiczność postaci. Ostry, jaskrawy makijaż, mocno podkreślone zmysłowe usta, oko błyszczące, brwi zdecydowanie pociągnięte najczęściej węglem, obficie wypchany słomą kształtny biust, kolorowa mini, stylonowe – koniecznie dziurawe pończochy, szpilki na koślawych giyrach – co drugi krok albo jedną gubiła, albo z którejś spadała. Gotowa. Od wielbicieli nie mogła się opędzić.(…)

Jej towarzysz Dziod atrakcyjność starał się uzyskać eleganckim, kolorowym, najczęściej mieszanym garniturem, kapeluszem lub melonikiem, zadbanym wąsikiem, zgrabną laseczką. (…)

Kuminiorze. Ich rolą było ściganie i murzenie, czyli smarowanie czornymi od sadzy łapskami po twarzach wszystkich wokoło, a już specjalnie zawzięci byli na panienki. Wyłapali i wymurzyli wszystkie, ażeby! Często, dla ugruntowania swego i tak już całkowitego panowania nad widzami, rzucali workami z sadzą w tłum, który rozpierzchał się z wielkim hałasem na wszystkie strony, starając się uniknąć uwolnionego od uderzenia o ziemię czarnego, gęstego tumanu. (…)

Do represyjnego zespołu należeli też Żyd i Kuniarek. Żyd straszył ludzi załadowanymi do worka z klamotami. Stare gary, żelastwo, jakieś blaszyska, opróżnione puszki – cokolwiek, co by po mocnym uderzeniu o ziemię, wydało jak najgłośniejszy zgrzyt i hałas. Żyd przeważnie do delikatnych nie należał, bo walił workiem ze złomem dokładnie przy upatrzonej ofierze. Dla lepszego efektu! (…)

Kuniorek to taki miejscowy krakowski Lajkonik. Z tyłu, na wysokości mniej więcej lędźwi, miał pionowo umocowane sito osłonięte kolorową tkaniną, co symbolizowało koński zad, zakończony pięknym ogonem. Z przodu przypasany był łeb osadzony na zgrabnie wygiętej szyi. Udaną stylizację uzupełniała uzda z cuglami. To była chyba najładniejsza postać. Ale jednak nie najłagodniejsza. Kuniarek dzierżył bowiem w prawicy bat. Choć z krótkim biczyskiem, jednak najprawdziwszy i smagał nim po nogach bez litości. Cudzych oczywiście! (…)

Pótora Nieszczyńścio (Półtora Nieszczęścia). […] wygląd miało niespotykany. To jakby bracia syjamscy zrośnięcie brzuchem, ale nie na styk, tylko jeden przenikający drugiego właśnie przez brzuch, i to na dodatek po skosie. Wypchane słomą i zakończone drewniakami portki zwisały od pasa w dół z tyłu aktora, a przed sobą miał przymocowaną tak samo spreparowaną marynarkę lub inną katanę (nie mylić z dzisiejszą kataną), którą dodatkowo podtrzymywał rękami. Jego głównym zadaniem był taniec. Zwykle wirował wokół własnej osi, zmuszając przyglądających się do rozstępowania. (…)

Pisarek. Niezwykle odpowiedzialna robota. Księgowy, buchalter. Zapisywał wszystkie otrzymywane datki i podarunki, rozliczając się z przychodów i rozchodów na koniec. To była poważna działalność. Traktując dzisiejszą miarą Urząd Finansowy zechciałby na pewno ją opodatkować.

Doktór. Następny wyuczony w zespole. Koniecznie biały kitel. Stetoskop. Termometr. Notesik imitujący bloczek recept. Fachowość i zaangażowanie. Kropelki niezbędne i ciągle pod ręką. Pigułki niekoniecznie.

Z muzyką i śpiewem korowód przebierańców nawiedzał każde domostwo, otrzymując od gospodyń jajka, a od gospodarza po kielichu świątecznej wódki.  Lola i łańcuch to główne argumenty na chimerycznie zachowującego się, czasem groźnego zwierza [niedźwiedzia]. W każdym obejściu należało odśpiewać okolicznościową piosenkę, Dziod i Baba obowiązkowo wykonywali taniec i szybko zapraszali w tany, odpowiednio gospodynię i gospodarza. Otrzymaną ilość jaj Pisarek skrzętnie zapisywał w stosownym zeszycie. Doktór bardzo sumiennie wypełniał swoją misję, zaczynając od pomiaru temperatury, następnie stetoskopem dokładnie osłuchując płuca i serca. (…)

W tańcach brali udział wszyscy zgromadzeni. Śpiewy należały do przebierańców. W czasie, kiedy my, młodsze pokolenie, zabraliśmy się za kultywowanie tej pięknej tradycji, znaliśmy niestety tylko jedną przyśpiewkę i to ograniczoną do pierwszej, niepełnej zwrotki:

Przyszli my tu po dyngusie

Leży placek na łobrusie,

Matka kraje – dzieciom daje…

            Żałosne, tylko tyle. Nikt ze starszych nie zdążył przekazać nam słów piosenek. Przepadły na amen. Braki tekstowe zastępowaliśmy gromkim la, la, la dziarskiym tańcowaniym, luki wypełniał też akordiun lub harmunia. (…)

            „Chodzić za niedwiedzi” to czysta radość i przyjemność. (…) Widowisko było znane i popularne, że wykraczało poza bogusławską, nieliczną przecież populację. Kolorystyką, charakterem, dynamiką, energią przyciągało ludzi z miasta, czyli z Jarocina. Ale było też ciężką i wyczerpującą robotą – trzeba buło śpiywać, tańcować i… pić wódkę. (…) Z racji głównej roli najwięcej musiał pić Niedźwiydź, za skuteczne leczenie Doktór, po tym Dziod i Baba. Gorzałka przelewała się przez wszystkie organizmy, aż do Grojka i Pisarka włącznie. Najmniej dostawali Kuminiorze i Żyd, bo byli niesympatyczni, delikatnie mówiąc. (…)

            Byliśmy ostatnim pokoleniem, któremu z wielką ochotą i radością chciało się wcielać w barwne postacie folklorystycznego przedstawienia. (…) Młodsi chłopcy już nie czuli tej potrzeby i Niedźwiedzie na Bogusławiu wymarły. Szkoda, jest czego żałować – tym bardziej, że na sąsiednich wioskach nadal można je podziwiać.”

 

 

Tags
Przejdź do treści
Kochamy Jarocin
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.