Zmierzający ku końcowi generalny remont organów w kościele pw. Chrystusa Króla w Jarocinie jest dobrą okazją do opowiedzenia o tym wspaniałym instrumencie – widzimy go, słyszymy, ale czy znamy jego burzliwą historię? A ta istotnie jest bardzo ciekawa.
W latach trzydziestych XX wieku, w miarę zbliżającego się zakończenia budowy kościoła, mieszkańcy Jarocina odczuli potrzebę posiadania instrumentu godnego nowej, wielkiej świątyni. Świadczą o tym chociażby zbiórki pieniężne na „budowę nowych organ”, udokumentowane w gazetce parafialnej z 1938 roku. Takie przedsięwzięcie zarówno wtedy, jak i dzisiaj, było i jest bardzo kosztowne, toteż nie udało się zbiórki doprowadzić do końca. Na dodatek wybuchła II wojna światowa i kościół stał się magazynem mebli. Marzenia o organach legły w gruzach.
Był projekt największych organów w Wielkopolsce
Zaledwie skończyła się wojna, a już powrócono do tematu organów i w 1946 roku pojawiły się pierwsze pomysły. Z początku chciano pozyskać organy używane w ramach odszkodowania powojennego, ale parafianie doszli do wniosku, że tak wielka świątynia zasługuje jednak na nowy instrument. Zawiązano Obywatelski Komitet Budowy Organów, co było ewenementem na skalę całego kraju. W skład niego wchodziło aż dwadzieścia osób świeckich, które bezinteresownie wykonywały swoją pracę. Wśród nich byli między innymi Stanisław Błaszczyk – przewodniczący Komitetu, Lucjan Kunz – wybitna postać jarocińskiego życia muzycznego, organista, dyrygent i pedagog (to właśnie on zainicjował pomysł budowy organów jeszcze przed wojną), czy Alfons Kowalski – nauczyciel muzyki w pobliskim liceum im. T. Kościuszki, wieloletni dyrygent chóru działającego przy tej szkole do dziś. Warto dodać, że przed i po wojnie wspólnota parafialna korzystała z niewielkiej fisharmonii umieszczonej na chórze, co było częstą praktyką we wspólnotach chrześcijańskich, które tymczasowo borykały się z problemem braku organów piszczałkowych. Los tej fisharmonii jest znany – przy okazji budowy organów została sprzedana klasztorowi Ojców Paulinów, skąd później trafiła do rąk prywatnych.
Wiadomość o przedsięwzięciu powyższego komitetu była na tyle rozpowszechniona, że oferty budowy organów złożyły aż cztery firmy, m.in. z Polski i Czechosłowacji. Wybrano ofertę renomowanej, wielopokoleniowej firmy Stefana Krukowskiego z Piotrkowa Trybunalskiego. Zakładał on wybudowanie organów o sześćdziesięciu głosach i czterech klawiaturach (w tym trzy ręczne i jedna nożna). Był to wówczas największy ogłoszony projekt organów w Wielkopolsce i jeden z największych w kraju. Kosztorys zakładał cenę 12.175.000 ówczesnych złotych. W trudnych, powojennych czasach mało kto myślał o inwestowaniu w sztukę, a jednak jarocinianie nawet w takim momencie pragnęli wnieść do lokalnego życia muzycznego nową jakość.
Trochę wyjaśnień technicznych
Korzystając z okazji, warto w ten zarys historyczny wtrącić nieco informacji technicznych – co to są wspomniane głosy i dlaczego jest ich tak wiele? Głosy w organach to zestawy piszczałek stanowiące odrębną barwę dźwięku. W każdym tak zwanym rzędzie piszczałki posiadają inną konstrukcję, a przez to inne brzmienie. Organy są instrumentem na tyle wszechstronnym, że mogą imitować instrumenty takie jak flety, skrzypce, kontrabas, obój, klarnet, trąbkę i inne. Te brzmienia możemy łączyć, uzyskując ogromne bogactwo i różnorodność, naśladując tym samym na przykład brzmienie orkiestry. Między innymi dlatego Mozart już w XVIII wieku nazwał organy „królem instrumentów”, a muzycy dziewiętnastowiecznej Francji opracowali pojęcie „symfonizmu organowego”.
Umowa podpisana
Powracając do historii: był grudzień, roku 1947. Parafia oficjalnie podpisała umowę z firmą Krukowskiego. Od tego momentu to, co było w sferze marzeń, zaczęło przeradzać się w rzeczywistość. Ta rzeczywistość miała jednak okazać się wyjątkowo trudna…
Obywatelski Komitet Budowy Organów regularnie prowadził zbiórki pieniężne na budowę organów, skrupulatnie dokumentując każdy grosz (w archiwach zachowały się kompletne i szczegółowe wykazy przychodów). Organizowano publiczne zbiórki, szukano sponsorów, a nawet organizowano płatne zabawy taneczne. Z początku wszystko szło prawidłowo – w miarę zebranych środków firma organmistrzowska wysyłała kolejne części organów, które drogą kolejową sukcesywnie przyjeżdżały do Jarocina. Sytuacja zaczęła zmieniać się około 1950 roku, kiedy to nastąpiły opóźnienia w kolejnych dostawach, spowodowane choćby kwestiami finansowymi i trudnym dostępem do materiałów potrzebnych do budowy ze względu na czasy i sytuację, w jakiej znajdowała się wówczas Polska po zakończeniu wojny.
Z czego zbudowane są organy
Tu pojawia się przestrzeń na kolejną dygresję – właściwie z czego zbudowane są organy? Na pierwszy rzut oka, na frontowej ścianie organów widzimy ustawione w rzędach piszczałki – te zrobione są najczęściej ze stopów cyny, cynku lub ołowiu. Te metale są najbardziej plastyczne i mają dobre właściwości akustyczne, dzięki czemu można tworzyć skomplikowane i delikatne konstrukcje jakimi są właśnie piszczałki. Oprócz metali wykorzystuje się drewno. Musi być ono odpowiednio sezonowane w taki sposób, aby zminimalizować ryzyko pęknięcia – nawet najmniejsza nieszczelność oznacza zaburzenie dźwięku i trudności z jego wydobyciem. Najczęściej stosowanymi gatunkami drewna są dąb, sosna, rzadziej buk, lipa, drewna owocowe czy jeszcze inne. W budownictwie organowym stosuje się również skórę bydlęcą lub baranią w celu uszczelnienia różnych elementów. Klawiatury natomiast obłożone są najczęściej kością wołową, hebanem lub tworzywem sztucznym. Te wszystkie materiały szczegółowo opisał również Stefan Krukowski w kosztorysie jarocińskich organów, którego oryginał zachował się w Archiwum Archidiecezjalnym w Gnieźnie.
Unikat na skalę całej Polski
Z czasem sprawa budowy organów zaczęła być coraz bardziej napięta – dochodziło nawet do sytuacji, w których części organowe przywieziono do Jarocina, ale nie było pieniędzy na ich montaż. Winną takich zdarzeń była inflacja, która wówczas rosła na tyle szybko, że zbierane środki na budowę organów stawały się praktycznie bezwartościowe. Na dodatek umacniająca się władza komunistyczna, chcąc utrudniać wszelką działalność Kościoła katolickiego, zakazała publicznego zbierania pieniędzy Komitetowi Budowy Organów. W 1953 roku mając na uwadze liczne przeciwności, parafia podjęła radykalne kroki – podpisano nową umowę z budowniczym organów. Zdecydowano się na dokończenie organów w mniejszym stopniu. Ostatecznie powstały organy o 22 głosach, jednej klawiaturze ręcznej i jednej nożnej. Zostały one ukończone w 1954 roku, a więc dopiero po siedmiu latach od rozpoczęcia budowy.
Czy można zatem uznać całe przedsięwzięcie za porażkę? Absolutnie nie! Udało się w końcu zbudować instrument w czasach, w których mało kto myślał o inwestowaniu w sztukę. Tym bardziej winni jesteśmy wielką wdzięczność naszym dziadkom i pradziadkom, którzy, nierzadko nie mając co “włożyć do garnka”, mieli w sobie pragnienie czegoś więcej.
Tej wielkości organy to unikat na skalę całej Polski. Instrument stoi do dzisiaj i towarzyszy już od ponad 70 lat kolejnym pokoleniom mieszkańców Jarocina. Dzięki zaangażowaniu wielu osób lada chwila zakończy się jego remont. Zachowany został dotychczasowy jego stan – być może przyszłość pozwoli na to, żeby po wielu latach mógł wreszcie doczekać się swojej finalnej wersji.
Tymoteusz Ekert
Bibliografia
Ekert Tymoteusz, „Organy Stefana Krukowskiego w kościele pw. Chrystusa Króla w Jarocinie – historia, stan obecny i problematyka dokończenia projektu budowy”, Łódź 2023.
